Kiedy to zleciało?
Niebawem - za ponad miesiąc - będziemy świętować trzecie urodzinki Emilki. To tak banalne stwierdzenie, ale towarzyszy chyba każdej mamie, która - co jakiś czas - łapie się na tym, że Jej dziecko już nie jest niemowlakiem, że coraz więcej potrafi, rozumie, że piżamka ma być we wzorki, a śniadanie wg ściśle określonego schematu. Że już nie 92, lecz 104.
Że za chwilę pójdzie do przedszkola, a cała rutyna dnia codziennego ulegnie diametralnej zmianie.
Jak mierzyć czas wspólnych dni, zabaw?
Każdy kolejny miesiąc...
Oczekiwanie na pierwszy ząbek, chód.
Pierwszą świeczkę na urodzinowym torcie...
Kiedy to było?
Radość, łzy, duma i świadomość, że ten mały człowieczek zrodził się z nas. Że jesteśmy maleńką rodzinką...
....
Nie wiem - czy tylko nasze niebo oszalało i wylewa z siebie hektolitry deszczu (jakoś nie na bieżąco jestem z prognozą pogody) - ale stan uziemienia w zamkniętej przestrzeni trochę daje nam we znaki. W domu maleńki remoncik, więc nic dodawać nie trzeba - mimo że bardziej zewnętrzny, to miotła i odkurzacz są nieodłącznymi towarzyszami dnia codziennego. Emilka w pełni zdrowa (mam nadzieję), choć jutro i tak mamy zamiar skorzystać z porady lekarza - jest kilka spraw, które niepokoją, ale o tym wkrótce. Przebyta choroba trochę nastraszyła, więc - z założenia - przewrażliwiona mama widzi dookoła same niepokojące sprawy.
Ale dziś o postępach, nowościach. O tym, czym nasza Córcia ostatnio zaskoczyła swoich rodzicieli. I otoczenie, bo do ludzi wychodzimy czasem:)
1. Pijemy (normalnie) z kubka!
Ktoś stwierdzi - ale jak to? To nie piła wcześniej? Wiem, wiem... Dzieci w tym wieku już powinny - jak powiadają. I pewnie większość piła dużo wcześniej. U nas kubek był od dawna, ale żeby czynność nazwać piciem... Używaliśmy bidonów, niekapka, nawet butelki. Na kubek trzeba było czasu. I właśnie nastał odpowiedni.
Nie chodzi o rozlewanie (to mnie nigdy nie ruszało), ale o DŁAWIENIE. Kto zna naszą historię od początku, ten wie, dlaczego każde zadławienie Emilki wyzwalało w nas wielki niepokój.
Jest coraz lepiej, łyki są mniejsze.
2. Rozróżnia i płynnie wymienia kolory, liczy do 20
Nie narzucałam. Stosowałam zasadę - określaj daną rzecz kolorem tak, by całość była jak najbardziej naturalna:
''Proszę - czerwone jabłko''.
''Ubierzemy różową;) bluzeczkę".
Wychodziło to spontanicznie, i raczej nie było ukierunkowane na to, by Emilka znała kolory - już, teraz.
Nasza Córcia najwięcej zawdzięcza swojej ciekawości. Bo interesowało Ją jaki kolor bluzki ma babcia.
Jaka jest piłeczka, klocek, poduszka?
Był czas, kiedy pytania o barwę stały się częstymi - jeśli nie bardzo częstymi - elementami każdego dnia.
Na dzień dzisiejszy hitem jest liliowy - bez trudu go rozpoznaje.
3. Jest coraz bardziej samodzielna
Złapałam się na tym, że są momenty kiedy się nudzę. Tak, czasem tak jest. Jakoś za szybko się ze wszystkim wyrabiam - jak nigdy:) Pobudka, śniadanie, porządki, gotowanie...
Ale zaraz... Emilko? Sama się pobawisz?
I bawi się. I bieliznę ubierze, i spodenki. Mama siedzi i patrzy. W spokoju poprasuje i jeszcze książkę poczyta, kiedy Dziecinka w piaskownicy, albo kiedy rysuje. I czasem pojawia się tęsknota...Bo tak jakoś szybko minął czas, kiedy było się niezbędnym do... wszystkiego.
No i deszcz... Nie ma placu zabaw, spotkań z dzieciakami, plotek z mamami.
Kąpiel, a po kąpieli:
- Ale ja chcę piżamkę we wzorki! Nie z Myszką Miki!
Że co?
I sama się ubiera, a ja tylko poprawiam.
P.S. Nasza Dziecinka postanowiła nam trochę przypomnieć, że noc nie
zawsze musi być przespana. Przez trzy minione dni wstawała o 4.00, 5.00,
5.00. Nie napiszę, o której chodziła spać:)
4. Udoskonaliła swój warsztat artystyczny:)
Dotychczas, każda postać, piesek czy drzewo było ''patyczkiem'', krzyżykiem, kreską. Wszystko się zmieniło. Dokładnie w moje imieniny - a było to pewnego kwietniowego dnia - Emilka narysowała coś, co totalnie zbiło mnie z tropu. Pękałam z dumy! Kilka dni później pojawiły się kolejne dzieła mojej Córci:
 |
Bohaterowie z bajek |
 |
Pan ze smyczą |
 |
''Jakiś'' Pan |
Pojawiły się i nóżki, i rączki, i buty. I nowe, nieznane kształty.
5. Bawi się maskotkami, z ciekawością poznaje zapachy
Miś już nie leży w kącie! Emilka zaczęła bawić się pluszakami (już nie liczy się tylko Pimpuś). Nowością jest to, że często przemawia do mnie miś, a nie Ona - oczywiście Emilcia użycza mu swojego głosu. I tak bawimy się, dyskutujemy, radujemy się, karmimy, złościmy się, przepraszamy, chodzimy do kąta itp.
Ale to miś i mama. Bo Emilka tylko trzyma.
Kaufland też często do mnie mówi:)
Co do zapachów...
Oficjalnie i TU - nie przyznałam się chyba nigdy - choć wiele bliskich mi osób wie. Ze mnie prawdziwa zapacholiczka. Uwielbiam zapachy starych/nowych książek, palonej trawy, benzyny, płynów do prania/płukania... Nie chcę nawet wydłużać tej listy, bo pomyślcie, że zwariowałam:) Ale spokojnie, nie jestem sama!
Otóż, chodzi o to, że <już kilka razy > przyłapałam Emilkę, jak dosłownie ''obwąchiwała'' gazetę!
I myśl: O Boże, ma to po mnie? Widziała, czy co?
Uspokoiłam się, jak zobaczyłam, że najchętniej wącha kwiaty, więc aromatyzujemy się obie zapachem małych cudeniek, które wyrosły w ogródku...
... a teraz goszczą na naszym stole. A to, że nie jestem sama? Znam osoby o podobnych upodobaniach:)
6. I to, co najpiękniejsze: KOCHAM...
To, że nasza Córcia nie szczędzi wyznań -nie tajemnica - ale do słów doszły czyny:
- Pokażę Ci, Mamusiu/ Tatusiu, jak Cię kocham...
I małe rączki oplatają szyję - z całych sił.
Czasem naprawdę blokuje oddech:)
Ale co tam! Mama i tak kocha mocniej. Tak, że pokazać tego nie może.