Hmm... Jak zacząć?
Kilka dni temu przeczytałam w popularnym czasopiśmie dla mam list pewnej kobiety - starej, trzydziestoletniej matki. Tak, tak - to nie błąd. Ma trzydzieści lat i jest stara.
Urodziła pierwsze dziecko, szefowa kąśliwie zwróciła się do niej per '' młoda mama", w pracy patrzą nań dziwnie, a Ona się nie wstydzi, bo jest szczęśliwa, i wcale nie ważny dla niej jest fakt, że ma trzydzieści lat, że dopiero w tym wieku została pierworódką, i że - jak to wielokrotnie, choć niejednoznacznie podkreśliła w swym liście - JEST STARA. Zwróciła także uwagę na pogląd, że mama 30+, według norm panujących w naszym kraju, to kobieta, która doświadcza późnego macierzyństwa, a zarazem ktoś, kto może zagwarantować swemu dziecku najważniejsze wartości życiowe, pielęgnować jego pasje. Podkreśliła, że ten ''sędziwy'' wiek, to najlepszy okres na posiadanie potomstwa, bo kobieta jest wtedy dojrzałą, świadomą siebie istotą.
Przeczytałam list, którego ideę powyżej postarałam się Wam przedstawić i poczułam się:
a) dziwnie
b) młodo
c) zagubiona społecznie
Z pozoru zwykły list, a zawiera w sobie mnóstwo, według mnie, schematów, jakimi na bieżąco ''karmiona'' jest współczesna matka-polka, a tym samym całe społeczeństwo.
Po pierwsze, czy kobieta trzydziestoletnia, mama, to już mama w podeszłym = późnym wieku? Stara, jak to zaznaczyła autorka listu? Szczerze mówiąc, gdy przeczytałam jej notkę miałam mieszane uczucia i odczułam pewnego rodzaju zagubienie społeczne. Ja, mama - a nie wiem jak myślą ludzie. Ja, mama - a wydawało mi się, że trzydziestka, to jakby norma wiekowa dla mam, to młodość, i ta, która w tym wieku dostąpi radości płynącej z macierzyństwa będzie nazywana ''młodą mamą'', bo taką po prostu jest. Wyrażenie to nie będzie ironią z ust wypowiadającego, kpiną z późnego macierzyństwa - jak to miało miejsce w wypadku przełożonej autorki listu, lecz oczywistością. Nie napisałam, że umowa o pracę tejże kobiety, nie została przedłużona. Ale to już chyba inna kwestia.
Z moich obserwacji wynika, że kobiety rodzą swoje pierwsze dziecko: w wieku 20-24 lat lub w wieku 25-32. Tak sytuacja pierworódek przedstawia się w moim otoczeniu, i zarówno grupa pierwsza, jak i druga to młode matki. Młode nie ze względu na to, że mają pierwsze dziecko, lecz z uwagi na ich metrykę. Urodziłam Emilkę, kiedy miałam lat 24. i zawsze myślałam, że to odpowiedni wiek na dziecko. Nie przeczę, że kobieta trzydziestoletnia ma więcej do zaoferowania swojej dziecinie, bo więcej doświadczyła, zrozumiała, jest dojrzalsza, pewna siebie, no tak pewnie jest, ale czy to nie tylko schematy? Od każdej reguły są wyjątki, a wiele przypadków nie da się opisać. W końcu wszystko zależy od dojrzałości emocjonalnej danej osoby, i jestem pewna, że niejedna ''osiemnastka'', może być wspaniałą mamą. Po drugie, czy rzeczywiście nasze społeczeństwo uważa mamę 30+ za ''już nie taką młodziutką''? Wydawało mi się, że ta granica znacznie się wydłuża. Kariera, często problemy natury zdrowotnej, które stanowią główną przeszkodę w drodze do macierzyństwa, budowa domu, czy pogoń za marzeniami. Dla wielu ludzi to schemat, w którym upatrują swojego życia, bo doskonale pasuje do sytuacji, w jakiej aktualnie się znajdują. Kolejnym ogniwem jest dziecko. Najczęściej kończy ono powyższy łańcuszek, ale zdarza się także, że i od niego się on rozpoczyna, i wraz z nim przechodzi przez kolejne lub wybrane etapy.
Nasze babcie czy mamy rodziły wcześniej - chyba każdy to wie. Wydawało mi się, że w dzisiejszym świecie mama 30+, to młoda matula. Co więcej, byłam przekonana, że żadna mama rodząc w tym wieku swoje pierwsze dziecko nie myśli, że doświadcza późnego macierzyństwa.
Abstrahując od listu, a patrząc na nasze polskie, a może nawet na światowe celebrytki. Dlaczego aktorki, piosenkarki, inne cieszące się popularnością diwy, które rodzą swoje pierworodne, nie ważne w jakim wieku, zawsze mianowane są przymiotnikiem "młode''? Czy chodzi tylko o podkreślenie, że to ich ''pierwsze'', czy one nie tylko są zawsze młode=piękne, ale i wiecznie postrzegane jako młode matki - nie ważne, ile aktualnie mają lat.
Kobiety, jak to jest?
Jak postrzega nas społeczeństwo, i jakimi my się czujemy?
Kiedy jest ten odpowiedni czas?


