Przedszkole, pierwsze zebranie. Problem adaptacji oraz kwestie organizacyjne.
Może ktoś pomyśli, że panikuję, ale...
Ja naprawdę panikuję.
- Misiek, Ty będziesz bardziej ''beceć''. - powtarza Mąż.
I śmieję się z Jego przewrotności, podziwiam dobry humor, lecz coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mój chłop ma rację. Biorę pod uwagę, że tak może być, a wiadomo - być tak nie może.
- Nie chcemy widzieć płaczących rodziców. - powiedziano na zebraniu, a ja...?
Byłam przekonana, że ktoś właśnie lustruje moje myśli.
Bo chyba błyszczących oczu nie zauważyła?
Siedziałam jak struta. Radosna, pełna ciekawości, lecz w duchu gdzieś przestraszona.
Z natury nie lubię nowości, porządkuję swoje życie według gdzieś tam wcześniej utworzonych schematów. Rytmicznie i przewidywalnie. Ma być czarno lub biało. Jak wiadomo - nie zawsze tak jest.
Ostatnio łapię się na tym, że wizja przedszkola urasta w moim myśleniu do gigantycznych rozmiarów.
Wielka zmiana, która za niedługo nas czeka. Może mam za dużo czasu na myślenie?
Obiecałam, więc się podzielę. Z pozoru banalne, lecz niezwykle cenne wskazówki, które przekazano nam na zebraniu w przedszkolu. Czynności i zachowania, dzięki którym w prosty, ale skuteczny sposób pomożemy naszym pociechom w adaptacji, w tym nowym acz obfitującym w wiele pozytywnych wrażeń miejscu:
- Mówmy o przedszkolu z radością, entuzjazmem. Niech dziecko wie, że opowiadamy o czymś, co i w nas wzbudza same dodatnie odczucia. Budujmy aurę pozytywnej tajemniczości.
- Nigdy nie straszmy przedszkolem. Nie pozwalajmy na ''rodzinne dyskusje'', które zawierają w sobie pytania: czy będzie chodzić?, czy zostaniesz bez mamusi? itp.
- Wraz z dzieckiem kompletujmy wyprawkę przedszkolną. Niech maluch wie, że sam może o czymś zdecydować.
- W miarę naszych możliwości - zapoznajmy dziecko z obiektem - placówką, do której pójdzie. Opowiadajmy o tym miejscu, wybierajmy się na spacery, by dziecko zaznajomiło się z okolicą.
- Dbajmy o więzi koleżeńskie, wzmacnianie kontaktów towarzyskich - odwiedzajmy place zabaw, sąsiadów, miejsca, które nie są związane z naszym miejscem zamieszkania, ale mogą pomóc w późniejszej adaptacji przedszkolnej (na zebraniu wspominano o zamkniętych centrach dziecięcych/ placykach wewnętrznych - typu ''Kulkowo''). Zostawiajmy dziecko ze znajomymi - niech wie, co to rozłąka nie tylko z mamą i tatą, lecz także babcią i dziadkiem.
- Starajmy się już teraz (i tak podświadomie to robimy) zwracać uwagę na to, by dziecko: czekało na swoją kolej - pozwalało dokończyć zdanie, czynność, umiało współpracować itp., tłumaczyć po co pójdzie do przedszkola, uczyć samodzielności (samo je, ubiera się, korzysta z toalety).
- Ważne jest, by dziecko - będąc już w przedszkolu - miało jakąś namiastkę domu. Najczęściej jest to ulubiona maskotka. Sugerowano, że można obkleić szyję misia obrożą, na której będą widniały fotografie mamy, taty. Niech dziecko ma blisko siebie tych, których kocha. Ponadto, sugerowano, by przy dziecku ozdobić Jego portret i włożyć np. do portfela. Niech wie, że zawsze jest z mamusią, tatusiem - i o Nim pamiętają.
I to chyba tyle, co zdążyłam zapisać w małym kajeciku i czeluściach mojej pamięci.
W dniu dzisiejszym - bez żadnego castingu - mamy pierwszego kandydata na towarzysza przedszkolnego. Szanowny Pimpuś wiedzie prym. Emilka czekała aż mama przygotuje wszystkie akcesoria (robiłyśmy pisanki, relacja następnym razem) i bawiła się maskotką - pieskiem.
- Idziemy do przedszkola, Pimpuś. Wiesz? Pójdziesz ze mną?
I postawiła na ziemi Pimpusia. Oryginalnego, wyjątkowego - z niepowtarzalną smyczą - bo z maminej starej torby. A mama się ucieszyła, bo bez żadnego przymuszenia - zasugerowania trasy spacerowej - Emi postanowiła, że pójdzie z Pimpkiem właśnie do przedszkola.
